niedziela, 15 maja 2011

Gdyby nie hałas

       No właśnie. Gdyby nie on, pewnie nie dowiedział bym się o odbywających się w Gdańsku obchodach 20 lecia Straży Granicznej. Obchody obchodami, ale już od chyba miesiąca, z częstotliwością co kilka dni, nad moim miejscem pracy nieźle hałasował śmigłowiec. Rzecz zdarza się co prawda od czasu do czasu, ale tym razem było inaczej. Latał wyjątkowo nisko i zdecydowanie zbyt często. Krótko mówiąc - był upierdliwy. Nie mogłem więc mu odpuścić i na jakieś 15 minut odwiedziłem wspomniane obchody. Z perspektywy pilota to chyba całkiem trudne zmieścić się w wąskim gardle nad Motławą i dodatkowo podjąć z wody zrzuconych tam wcześniej twardzieli. Szacun! ;o)

Nie taka MILICJA straszna...

       ... jak ją malują. Przynajmniej w Noc Muzeów. Dzięki inwencji pracowników Europejskiego Centrum Solidarności nikt z mniej więcej tysięcznego tłumu czekających przed wejściem na wystawę nie zmarzł i co najważniejsze nie nudził się. Bezpieczeństwa oczekujących pilnowali funkcjonariusz Milicji z watą cukrową zamiast białej pały, Marysia rodem z "Poszukiwany, poszukiwana" rozdawała opadającym z sił cukier w kostkach, kierownik sklepu zapewniał projekcje co śmieszniejszych kronik filmowych, a ochocze dziewczyny w strojach z epoki zapewniały oprawę muzyczną.


piątek, 8 kwietnia 2011

mało SPEKTAKULARNE WYDARZENIE...

       Mimo wszystko, coś jednak w tej spektakularności jest. W końcu poszedłem na wodowanie statku "Vestland Insula", podobnie jak kilka setek innych osób w wieku od 3 do pewnie 83 lat, a przecież wiało, lało i było koszmarnie zimno.

       Spodziewałem się bardziej widowiskowych scen - butelki szampana, kłębiących się fal zalewających nabrzeże... A on po prostu się zsunął.

niedziela, 13 marca 2011

Chyba każdy lubi być przyjemnie zaskakiwany...

       Przyjemność ta jest nawet podwójna, kiedy można się nią z kimś podzielić. Tak też było i tym razem. W skutek starannie zaplanowanej niespodzianki, mającej pewne znamiona nadzwyczaj przyjemnego spisku ;o), znalazłem się w Sztokholmie. Stolica Szwecji w swej zimowej szacie wydała mi się trochę surowa, trochę senna ale przede wszystkim magiczna. Jest w jej krajobrazie coś, co skutecznie kusi by wrócić tam raz jeszcze, latem. Mam nadzieję, że się uda ;o). A póki co – raz jeszcze Dziękuję!

wtorek, 8 marca 2011

wtorek, 1 marca 2011

Zaległości, zaległości...

       No i stało się. Luty, bez zamieszczenia choćby jednego postu, minął jak z bicza strzelił. A obiecałem sobie, że przynajmniej raz w miesiącu coś wkleję i napiszę. Z jednej strony nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć (czego w sumie żałuję), ale z drugiej czas poświęcałem na zajęcia równie przyjemne, czasem nawet przyjemniejsze ;o). Czując się więc winnym zaniedbania postanowiłem odgrzebać trochę starszych zdjęć.

       Tej zimy pierwszy raz w życiu miałem czas i możliwość oglądać morze w prawdziwie zimowej krasie. I niekoniecznie chodzi mi o zamarzanie samej wody, ale bardziej o to, co dzieje się na brzegu. Piasek robi się twardy (więc łatwiej się po nim chodzi), wyrzucone przez morze kłody drewna wyglądają jak duże lukrowane ciastka, a wszędzie gdzie się da i docierają fale, tworzą się ogromne i wyjątkowo fantazyjne w swym kształcie sople. I chociaż to wszystko zrobiło na mnie spore wrażenie, czekam jednak na wiosnę. Chociaż za oknem nic nie wskazuje by się zbliżała ja wiem, że jest tuż tuż ;o). Mróz w tym roku już mi się znudził, ale wycieczki po zimowej plaży polecam.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Erithacus rubecula, rudzik zwyczajny, raszka

       Panie i panowie, przed Państwem Erithacus rubecula, rudzik zwyczajny, zwany też raszką. Mieszkaniec wielu europejskich lasów, parków i starych ogrodów. Ten konkretny zaszczycił nas swoim towarzystwem pewnego styczniowego przedpołudnia w St James's Park w Londynie. Przysiadł na płotku odgradzającym ścieżkę od trawnika nad jeziorem i przyglądał się nam uważnie, nie zdradzając najmniejszych oznak strachu czy zawstydzenia. Wypinał dumnie pomarańczową pierś, jakby czekając na to, by ktoś go sfotografował. W końcu jednak odleciał a my już nigdy nie dowiemy się, jakie sekrety mógłby nam zdradzić i czy przypadkiem nie pomógłby nam znaleźć klucza do jakiegoś tajemniczego ogrodu. M.S.