Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 września 2012
niedziela, 17 czerwca 2012
Większy cwaniak
Człowiek sobie w spokoju zdjęcia robi (uprzednio kanapkę na bok odłożywszy), a ten od zadka cichaczem, że niby nic...
czwartek, 10 maja 2012
sobota, 28 kwietnia 2012
czwartek, 22 marca 2012
Babką kuszony cytrynową...

... młody łabędź niemy (Cygnus olor) zbliżył się na tyle blisko Kuszącej i Fotografującego, że powyższe zdjęcie zrobić się udało. W ogóle mam wrażenie, że tych ptaków coraz więcej fotografuję.
środa, 14 marca 2012
Modelka wyjątkowo wdzięczna
Czas leci a wpisów nie ma. Trudno się tłumaczyć, bo i nie ma z czego. Jest za to czym się pochwalić. Dochodzę do wniosku, że londyńskie wiewiórki są już tak rozpuszczone, że na widok człowieka nie tylko nie uciekają - ale same garną się, licząc na coś do jedzenia. Ja ten odruch bez skrupułów wykorzystuję i oto jeden z efektów.
niedziela, 23 października 2011
Zima idzie

Wbrew temu co mówią w prognozie pogody uważam, że idzie zima. Zacząłem karmić sikorki, lada dzień zmienię opony na zimówki i tylko jeszcze przez jakiś czas najgrubszej kurtki nie założę, bo nie lubię.

sobota, 8 października 2011
Mekka
W sumie to Sopot. Ale ten, jest u nas w kraju swego rodzaju turystyczną Mekką. Stąd też wybrałem się na sopockie molo, celem uchwycenia co ciekawiej prezentujących się jesienną porą wczasowiczek. Wczasowiczki, owszem były, ale żadna nie wyróżniała się specjalnie spośród tłumu. Wyróżniały się za to wróble zwyczajne (Passer domesticus), które dodatkowo darzę dużym sentymentem.
sobota, 1 października 2011
Ambroży

Dopiero, kiedy jakiś czas po wprowadzeniu się zaczęły budzić mnie dziwne piski, zorientowałem się, że są. Później zauważyłem, że ktoś je karmi. Koty. Pół dzikie – pół udomowione, mieszkają albo pod klatką schodową, przy wejściu do osiedlowego klubu albo u swoich „właścicieli” na pierwszym piętrze. Oba wydawało by się, strachliwe. Ale nie – dzisiaj dopiero zorientowałem się, że istnieje jakaś hierarchia. Wygląda na to, że rządzi ten czarny – Ambroży. Ambroży swego pręgowanego kumpla rozstawia po kątach i to wtedy usłyszeć można owe piskliwe dźwięki. Poza tym wydaje się być kotem całkiem sympatycznym. Przez większość dnia siedzi na dachu od wejścia i obserwuje świat.
I najważniejsze. Ambroży ma właścicielkę. Kiedy leje pręgowanego, ona wychodzi na balkon i krzyczy: „Ambroży! Wracaj do domu!”. Ambroży podkula ogon i wraca…
I najważniejsze. Ambroży ma właścicielkę. Kiedy leje pręgowanego, ona wychodzi na balkon i krzyczy: „Ambroży! Wracaj do domu!”. Ambroży podkula ogon i wraca…

niedziela, 18 września 2011
Chłopaki! Samolot leci!

No i leciał. Wizzair chyba ;o). A surykatki bardzo wdzięcznymi obiektami do fotografowania są i basta!
Podobno zdarza się tylko raz

Chodzi oczywiście o miłość. Jeżeli zwierzęta czują choć trochę podobnie jak my, to te dwa zdjęcia, w moim mniemaniu, obrazują ją prawie w całej pełni. Tak mi się zebrało na romantyczne konkluzje, a co! ;o)
środa, 7 września 2011
kruk (Corvus corax)

Jest podobno najinteligentniejszym z ptaków występujących na świecie. Spośród wszystkich, ma najlepiej rozwinięte fragmenty mózgu odpowiadające za kojarzenie faktów i abstrakcyjne myślenie. Dzięki temu umie łączyć elementy zdobytej wcześniej wiedzy, by rozwiązać nowy problem. Co więcej, już od najdawniejszych czasów kruk uważany był za symbol inteligencji i spostrzegawczości.
Trudno nie dostrzec wszystkich tych cech w osobniku sfotografowanym na toruńskim rynku tym bardziej, że traktując fontannę z Pomnikiem flisaka jak wodopój, niespecjalnie przejmował się otaczającym go tłumem turystów i natrętnym fotografem.
Trudno nie dostrzec wszystkich tych cech w osobniku sfotografowanym na toruńskim rynku tym bardziej, że traktując fontannę z Pomnikiem flisaka jak wodopój, niespecjalnie przejmował się otaczającym go tłumem turystów i natrętnym fotografem.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Tak wiem, że się powtarzam...

Mewa śmieszka byłą już bohaterką tego bloga. Dla usprawiedliwienia dodam więc, że ta poprzednia była w szacie spoczynkowej. Powyższa natomiast, sfotografowana w Szwecji, nosi szatę godową.
środa, 27 lipca 2011
Owca

Owce podobno potrafią nie tylko rozpoznawać i zapamiętywać pyski innych owiec, ale również twarze ludzi (także z profilu). Zdarza się również, że tęsknią za długo niewidzianymi osobnikami. Jak dowiedli Brytyjscy uczeni z Babraham Institute w Cambridge, zwierzęta te rozpoznają około pięćdziesięciu różnych pysków i mogą je pamiętać przez ponad dwa lata. Po tym czasie, podobnie jak ludzie owce wiedzą, że dane zwierzę jest znajome, chociaż nie pamiętają, skąd się znają. Zdaniem tych samych uczonych zwierzęta mogą się przywiązywać nie tylko do członków stada, ale także do pasterzy, a co więcej - tęsknić za nimi.
Ta konkretna zatem prawdopodobnie mnie zapamiętała. Tak przynajmniej myślę, bo po jakiś piętnastu minutach zniecierpliwiona moim nadmiernym zainteresowaniem, poszła w długą. Cierpliwych zachęcam do znalezienia, jaki to gatunek. Mi się nie udało.
Ta konkretna zatem prawdopodobnie mnie zapamiętała. Tak przynajmniej myślę, bo po jakiś piętnastu minutach zniecierpliwiona moim nadmiernym zainteresowaniem, poszła w długą. Cierpliwych zachęcam do znalezienia, jaki to gatunek. Mi się nie udało.
sobota, 11 czerwca 2011
Szukam sponsorki ;o)

Ewentualnie może być i sponsor. Sęk w tym, żeby zafundował mi wyjazd do Anglii, czy gdziekolwiek tam jeszcze odbywają się zawody w skokach przez przeszkody z prawdziwego zdarzenia. Te w Sopocie, chociaż zorganizowane z dużym rozmachem, nie powaliły mnie na kolana. Może po prostu sam obiekt wymaga odświeżenia, może i pora była dość wczesna, może nie były to konkursy finałowe, ale pustki na trybunach i wśród towarzyszących atrakcji nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Za to amazonki tak ;o). Po nieco więcej zdjęć zapraszam do galerii.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Erithacus rubecula, rudzik zwyczajny, raszka

Panie i panowie, przed Państwem Erithacus rubecula, rudzik zwyczajny, zwany też raszką. Mieszkaniec wielu europejskich lasów, parków i starych ogrodów. Ten konkretny zaszczycił nas swoim towarzystwem pewnego styczniowego przedpołudnia w St James's Park w Londynie. Przysiadł na płotku odgradzającym ścieżkę od trawnika nad jeziorem i przyglądał się nam uważnie, nie zdradzając najmniejszych oznak strachu czy zawstydzenia. Wypinał dumnie pomarańczową pierś, jakby czekając na to, by ktoś go sfotografował. W końcu jednak odleciał a my już nigdy nie dowiemy się, jakie sekrety mógłby nam zdradzić i czy przypadkiem nie pomógłby nam znaleźć klucza do jakiegoś tajemniczego ogrodu. M.S.
niedziela, 19 grudnia 2010
Trzej bohaterowie
Całkiem zaskakująco przekonałem się dzisiaj, że najbardziej na mrozie i wietrze marznie mi nos. Jakkolwiek to zabrzmiało, to właśnie chciałem napisać ;o)
Wybrałem się dzisiaj na spacer po Gdyni z zamiarem fotografowania kilku (jak sądziłem) żelaznych punktów. Wszystkie, jak to zwykle bywa, zawiodły. Niespodziewanymi bohaterami dnia stały się więc ptaki, które ktoś dokarmia na terenie mariny. I chociaż same zdjęcia (żeby nie popaść w eufemizmy) dupy nie urywają, to jednak przypominają mi odwieczne prawo natury - prawo silniejszego (chociaż zdaniem Barei jest jeszcze jedno, też aktualne - "Jak jest zima to musi być zimno, takie jest odwieczne prawo natury!")
Antybohater
łabędź niemy (Cygnus olor) - to ciekawe, że jednocześnie jest dla mniejszych ptaków oprawcą i gwarancją bezpieczeństwa. Dopóki kilka łabędzi nie podeszło do wysypanego zboża, żaden inny ptak się na to nie odważył. Kiedy jednak zrobiło się ciasno, właśnie ten jeden większy cwaniak na zdjęciu, zaczął kąsać wszystkich mniejszych współbiesiadujących. I chyba niespecjalnie chodziło o zmniejszającą się ilość pożywienia, ale raczej o jego widzimisię.
Przypadkowy bohater
Ten samiec kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos) był jakiś inny niż wszyscy jego kumple wokół. Kiedy oni zżerali wszystko co było do zeżarcia, on celowo wyszedł z tej ciżby i usiadł dokładnie na wprost mnie. Siedział i patrzył. Gdyby był chociaż trochę większy, może wydawałby się straszny. A tak, wolę o nim myśleć - indywidualista.
Niechciany bohater
gołąb skalny (Columba livia)... W ogóle nie powinienem o nim pisać. Skoro się napraszał, to ma co chciał. To irytujące, że gołębie są wszędzie... Ciekawe kiedy skolonizują Arktykę? A może już tam są - ktoś wie?
Jak jeszcze nie masz dosyć, zapraszam do galerii.
Wybrałem się dzisiaj na spacer po Gdyni z zamiarem fotografowania kilku (jak sądziłem) żelaznych punktów. Wszystkie, jak to zwykle bywa, zawiodły. Niespodziewanymi bohaterami dnia stały się więc ptaki, które ktoś dokarmia na terenie mariny. I chociaż same zdjęcia (żeby nie popaść w eufemizmy) dupy nie urywają, to jednak przypominają mi odwieczne prawo natury - prawo silniejszego (chociaż zdaniem Barei jest jeszcze jedno, też aktualne - "Jak jest zima to musi być zimno, takie jest odwieczne prawo natury!")
Antybohater
łabędź niemy (Cygnus olor) - to ciekawe, że jednocześnie jest dla mniejszych ptaków oprawcą i gwarancją bezpieczeństwa. Dopóki kilka łabędzi nie podeszło do wysypanego zboża, żaden inny ptak się na to nie odważył. Kiedy jednak zrobiło się ciasno, właśnie ten jeden większy cwaniak na zdjęciu, zaczął kąsać wszystkich mniejszych współbiesiadujących. I chyba niespecjalnie chodziło o zmniejszającą się ilość pożywienia, ale raczej o jego widzimisię.
Przypadkowy bohater
Ten samiec kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos) był jakiś inny niż wszyscy jego kumple wokół. Kiedy oni zżerali wszystko co było do zeżarcia, on celowo wyszedł z tej ciżby i usiadł dokładnie na wprost mnie. Siedział i patrzył. Gdyby był chociaż trochę większy, może wydawałby się straszny. A tak, wolę o nim myśleć - indywidualista.
Niechciany bohater
gołąb skalny (Columba livia)... W ogóle nie powinienem o nim pisać. Skoro się napraszał, to ma co chciał. To irytujące, że gołębie są wszędzie... Ciekawe kiedy skolonizują Arktykę? A może już tam są - ktoś wie?
Jak jeszcze nie masz dosyć, zapraszam do galerii.
niedziela, 21 listopada 2010
gołąb skalny (Columba livia)
Wybrałem się na festiwal Narracje. Kto nie był, niech żałuje. Tym bardziej, że dziś się kończy ;o). Jak to zwykle bywa, zdjęcia robiłem czemuś zupełnie innemu. Ale już się z tą prawidłowością pogodziłem i z takim nastawieniem tam poszedłem. Miejsce znałem już jakiś czas, tylko zawsze kiedy miałem ze sobą aparat, nie było tam gołębi. Bo to one (o zgrozo) są tematem tego zdjęcia. Gdyby ich nie było, byłoby jakoś pusto. I chociaż gołębi nie lubię (o czym pisałem już kiedyś), to tutaj są nieodzowne. Jeden pozytyw jaki w tych ptakach dostrzegam to to, że podobno nie srają podczas lotu... Co w sumie zdjęcie może potwierdzać... Tak czy inaczej - gołębie gołębiami, a okno też mi się podoba. Może nawet bardziej?
niedziela, 17 października 2010
To był moment ;o)
To był moment. Obróciłem, się żeby zrobić zdjęcie krzyża, który znajduje się u nasady Cypla Rewskiego, kiedy zobaczyłem tą panią rozmawiającą ze swoim psem. Chyba chciała odpocząć, korzystając przepięknej pogody, ale jej pies miał najwyraźniej zupełnie inne plany. Niby nic specjalnego, ale ta chwila (zanim pani się obróciła i mnie spostrzegła) miała i wciąż ma dla mnie jakąś magię. A swoją drogą chociaż zimno, że hej - kolory jesieni na wybrzeżu są niepowtarzalne - nieprawdaż?
niedziela, 3 października 2010
mewa śmieszka (Chroicocephalus ridibundus syn. Larus ridibundus)
Powinienem chyba przyjąć to za normę, że zdjęcia, które najbardziej mi się podobają, udaje się zrobić w najmniej oczekiwanym miejscu i o najmniej oczekiwanym czasie. Wybrałem się do Parku Oliwskiego, żeby sfotografować jesień, a skończyło się (jak ostatnio zaskakująco często) na fotografowaniu ptaków.
Mewa jaka jest, każdy widzi. Do parku jeszcze się pewnie w tym roku wybiorę, jak zdąży nabrać więcej kolorów. Póki co mam wrażenie, że natura szaleje. Drzewa na czubkach są już prawie bez liści, a te u dołu nie zdążyły jeszcze pożółknąć. Tymczasem liczę się coraz bardziej z tym, że może jeszcze w tym miesiącu trzeba będzie założyć zimówki ;).
Mewa jaka jest, każdy widzi. Do parku jeszcze się pewnie w tym roku wybiorę, jak zdąży nabrać więcej kolorów. Póki co mam wrażenie, że natura szaleje. Drzewa na czubkach są już prawie bez liści, a te u dołu nie zdążyły jeszcze pożółknąć. Tymczasem liczę się coraz bardziej z tym, że może jeszcze w tym miesiącu trzeba będzie założyć zimówki ;).
Subskrybuj:
Posty (Atom)









